Nie martw się!
Autor: Leszek A. Kapler
Chciałoby się też dodać – będzie dobrze, jutro będzie lepiej, po deszczu jest słońce...! Te slogany – „plastry z opatrunkiem” na aktualne trudności - czy mają jakikolwiek sens? Czy to nie jest puste gadanie? Dobrze widać po ludziach, którzy stają w obliczu poważnych życiowych trudności, że jest to często moment wielkiej próby: coś starego się kończy bezpowrotnie, przyszłość jest nieznana i niepewna, sposoby na kontrolę sytuacji nieznane, zalewająca fala emocji: lęku, bezradności, żalu przytłacza. Jak więc się nie martwić – nie bać, nie próbować widzieć zarysów niebezpieczeństwa, nie przygotowywać na najgorsze. Mamy więc dylemat reagowania - między rozsądnym zabezpieczaniem się a histeryczną paniką. Są osoby, które wygląda, że się w ogóle nie martwią – ze stoickim spokojem odcinają od uczucia niepewności i bezradności, udają, że wszystko po staremu, że nic się nie dzieje – takich nieznane wyskakujące zza węgła zastaje nieprzygotowanymi, uderza obuchem i powala. Katastrofistom w popłochu produkującym okropne scenariusze zdarzeń podwyższony do niebotycznym rozmiarów poziom stresu i napięcia „odbiera rozum” nie pozwalając na jakąkolwiek decyzję, ruch, plan. No to bać się i martwić czy nie? Wkroczyliśmy w obszar poszukiwania filozofii życia dobrze się sprawdzającej w trudnych chwilach. Wygląda, że niestety uczuć nie warto wyłączać, bo z nich płyną nasze sygnały ostrzegawcze. A więc nie da się przejść przez życie bez niepokoju, lęku i bezradności, bo trudności, kryzysy, okresy przełomu są nieuchronne, tak jak oczywiste są zmiany w życiu. Ale jak powstrzymać falę eskalacji niepokoju? Co wiemy o zamartwianiu? Obserwacje i badania pokazują, że chociaż często przy różnych okazjach życzymy sobie zdrowia, pomyślności, spełnienia marzeń to wiele osób po prostu nie wierzy w taki rezultat w swoim życiu. Próby oceny prawdopodobieństwa bardzo pomyślnego rozwoju zdarzeń w ich życiu pokazują, że przeciętnie oscyluje on w granicach 40-60%. Czym więc jest ta reszta – to niestety pewność niepomyślnego rozwoju wypadków. Ludzie różnią się takim pesymistycznym lub optymistycznym programem na życie i jest to właściwość dość trwała. Zadziwiające obserwacje naukowe osób dotkniętych nagłym kalectwem pokazywały, że po okresie dość krótkiego zachwiania wracały one do takiego samego poziomu optymizmu i nadziei, jaki miały przed wypadkiem, a osoby mniej dolegliwie potraktowane przez los mimo dobrych rokowań, jeśli przed tym zdarzeniem były pesymistami to wracały do takiego samego jego nasilenia. A więc kwestia nadziei – „zdolności do wierzenia w pomyślny przebieg zdarzeń niezależnie od jego obiektywnego prawdopodobieństwa”, jak zdefiniował ją dr C.Simonton twórca psychoterapii dla osób dotkniętych chorobą nowotworową. Co ją podsyca? Trochę statystyki, dowodów „z życia” i wypływających z nich założeń dla filozofii, którą warto w sobie pielęgnować: 1/nie istnieje nieszczęście, choroba, która nie spotkała już kogoś a w każdym przypadku istnieje choć jedna osoba na świecie, która sobie z tym poradziła, 2/ nie istnieje żadna siła, której zależy na naszym nieszczęściu, 3/ skoro przyszłość nie jest całkowicie przewidywalna – co stracimy na tym, że będziemy wierzyć w pomyślność, a co zyskamy w nią wątpiąc? – Odpowiedź brzmi – nic!, 4/ panta rei – wszystko płynie, a więc nie przywiązujmy się zbytnio do tego co, mamy ani do oczekiwanych rezultatów, 5/nie ma tego złego.... , a więc spróbujmy mimo oporów dokończyć zdanie –„ to dobrze, że mnie to spotkało bo....”. No i jak się czujemy? Wyraźnie się poprawia. A więc optymizm jest wykalkulowaną najbardziej racjonalną strategią na życie i różni się on bardzo od nierealistycznego stoickiego spokoju. Optymista przeżywa, ale ma nadzieję. Ważne więc w trudnych chwilach, aby odciąć się od pesymistów a przyłączyć do osób pozytywnie myślących – te reakcje są zaraźliwe i tak jak prawdopodobnie pesymistów ktoś dawno temu zaraził zamartwianiem tak też dziś może mieć na nas taki wpływ. Ale właściwie najważniejsze to - jak często bywa – sprawa hierarchii wartości. Podstawową siłą naszej odporności w kłopotach jest umieszczenie wysoko w hierarchii wartości wagi dobrego samopoczucia i troski o nie. Przez to, że przyzwyczajamy się do złego samopoczucia - nie przykładamy do działań, które nas wprawiają w dobry nastrój. Traktujemy je jak niepoważne fanaberie, a wiadomo, że nastrój wpływa na trudność w kierowaniu swoim pozytywnym bądź negatywnym myśleniem. A więc nie martw się – optymistę spotyka tyle samo nieszczęść co pesymistę, ale optymista znosi to lepiej!