Nie złość się!
Autor: Leszek A. Kapler
Łatwo powiedzieć, kiedy wszystko dokoła takie wkurzające – i rządy w kraju, i podatki, i zawistni ludzie dookoła, i brak pracy, i jak przychodzi poczta to same w niej rachunki!
I jeszcze to ciągłe narzekanie żony, że czegoś w domu potrzeba, i niewdzięczne dzieci niedoceniające starań matki ani ojca, uczące się byle jak i robiące, co tylko chcą. Nie wiem czy udało mi się wymienić pełny katalog powodów ludzkiej wściekłości na świat, ale widzimy, że źródłem złości może być wszystko, więc - czy można się nie złościć, czy innych ludzi spotyka mniej powodów do złoszczenia, czy też może jakoś inaczej reagują? Uczucie złości ma swoje odmiany – różne jej eskalacje - od niezadowolenia, irytacji, po złość, gniew wściekłość – różne stopnie „siły rażenia”. Odniesienie to budzi skojarzenia z bronią – i słusznie, – bo złość jest nią w pewnym sensie i posługujemy się nią jak bronią. A jak broń to i jakaś walka i jakiś przeciwnik – wróg naprzeciw. Do tego mamy na swoim wyposażeniu złość – jedną z podstawowych emocji człowieka, byśmy się mogli bronić, gdy zagraża niebezpieczeństwo, i gdy coś/ktoś nastaje na nasze dobra grożąc ich uszczupleniem. Wtedy energia tkwiąca w złości, mobilizacja organizmu (zaciskające się pięści i szczęki, walcząca pozycja, zmrużone czujne oczy) plus porcja odwagi, której nagle przybywa oraz sposoby walki - służą do odparcia ataku i ochrony tego, co nasze i co szczególnie dla nas ważne. Taka zdolność do korzystania ze złości – powiedzmy w słusznym celu - jest nam niezbędna, pozwoliła przeżyć naszym przodkom wśród niebezpieczeństw i nam obecnie pomaga lepiej radzić sobie z przeciwnikiem i przeciwnościami. Dobrze widać to wtedy, gdy komuś brakuje zdolności do jej użycia lub wewnętrznego przyzwolenia na to. Mamy wtedy przysłowiowe „ofiary losu” niepotrafiące się bronić, złoszczące tylko otoczenie swoją niezrozumiałą bezradnością. Bo można być tej siły niejako pozbawionym np. przez wychowanie zakazujące jej okazywania, przypisujące to uczucie wyłącznie „złym” ludziom. Dobrze robią ci rodzice, którzy potrafią wytrzymać złość swego dziecka, wykazując dla niej zrozumienie, ucząc swoje pociechy jedynie konstruktywnych - ”nieagresywnych” form jej wyrażania. Mamy wiec złość pomocną, potrzebną, ale możemy mieć jej nieprzydatny, czy często wręcz szkodliwy nadmiar. Skąd bierze się taka złość? Pominę tu jej możliwe biologiczne podłoże – wiadomo że za jej pokłady w pewnym stopniu odpowiedzialny jest męski hormon testosteron. Jest kilka innych przyczyn zalegania w nas złości lub pojawiania się jej gwałtownych „zalewów”. Jedną z nich są wzorce społeczne – uczymy się od innych reagować złością na niektóre zjawiska niemające nic wspólnego z atakiem na nas ani zagrożeniem naszych dobór. Jeśli żyliśmy w otoczeniu, gdzie często reagowano złością – zwłaszcza na jakieś określone sytuacje czy osoby przyjmujemy taki model zachowania. Zagrzewką do złoszczenia mogą być takie wymienione tutaj już „słuszne” powody do reagowania złością. Nauce złoszczenia sprzyjają pewne specyficzne cechy tego stanu, zachęcające do częstszego z niego korzystania. Złość zawiera pobudzającą porcję energii, poczucie uzbrojenia, a co za tym idzie - siły. Jedną z zachęt, więc do „ładowania” się nią są sytuacje uwidaczniające naszą bezradność, a więc w rozumieniu wielu ludzi – słabość. Jasne, ze lepsza siła niż słabość nawet, jeśli nie będziemy jej do niczego używać - poczucie, że „jakbym tak przyłożył to …” jest atrakcyjne samo w sobie. Jak widać - w naszym rozwoju uczyć się powinniśmy przeżywania i złości i bezradności, a więc niezbędnej w każdej rozsądnej walce umiejętności oceny: walczyć czy raczej serwować się ucieczką? Kolejnym powodem zaprzyjaźniania ze złością jest też jej siła wyłączania innych stanów emocjonalnych i przeżyć, odcinania myśli – stąd dzięki jej możliwościom zagłuszającym, regulującym samopoczucie - jak alkoholu – mamy na świecie nałogowych złośników. I ostatni ważny powód nadużywania złości to odruchowe reakcje otoczenia na osoby złoszczące się - koncentracja na nich uwagi, wyznaczanie im w grupie szczególnej pozycji, niewiążącej się wprawdzie często z sympatią, ale na pewno z uwaga i znaczeniem. Boimy się - i słusznie - złości, znamy jej możliwości, wiemy ze można nad nią stracić kontrolę więc ze złośnikiem trzeba ostrożnie. A złośnik szybko zauważa ten efekt i jeśli chce uzyskać w grupie uprzywilejowaną pozycję wystarczy, że trochę częściej będzie warczał, eksplodował. Jakie zatem rady dla korzystających ze złości? 1/Myśl, kiedy się złościsz o powodach jej wzbudzenia – może to, dlatego że ktoś podobnie reagował, może, dlatego, że czujesz w głębi coś innego, na co wstyd ci sobie pozwolić, 3/używaj złości do prawdziwej walki, tam gdzie rzeczywiste zagrożenie i tylko wtedy, gdy masz szanse coś nią osiągnąć, 4/patrz skutków – czy używając jej nie tracisz więcej niż mogłeś zyskać, 5/ucz się z nią obchodzić - konstruktywnych form jej wyrażania, które poznasz po tym, czy złości ubyło czy – przeciwnie – wezbrało nią. A więc tytułowe „nie złość się” ma pewien sens, gdy dodać do tego stwierdzenie „częściej niż naprawdę trzeba”, podobnie jak przy obchodzeniu się z broni