Od czego zależy życiowa zaradność?
Autor: Leszek A. Kapler
Takim pytaniem zakończyłem poprzedni artykuł mówiący o radzeniu sobie w życiu, a ściślej o tym - po czym owo „dobre radzenie sobie” możemy poznać. Chcąc poprawić naszą skuteczność koncentrujemy się na poszukiwaniu sposobów – recept na różne wyznaczone cele, pokonanie określonych trudności. I właściwie wydawałoby się, że gdy powstanie w nas taki poradnik na każdą sytuację – w chwili potrzeby zerkniemy, co zaleca on na określony problem, zastosujemy się do tego dokładnie - jak przy korzystaniu z książki kucharskiej, a dobra pieczeń (by trzymać się tego kulinarnego porównania) – gotowa. Jednakże tak, jak dobrego kucharza, który poradzi sobie w każdej potrzebie żywieniowej poznamy po jego kreatywności w sytuacji, na którą nie podano przepisu – tak też w życiu nie od ilości znanych nam rozwiązań zależy to jak nam pójdzie. W poprzednim zdaniu wymieniłem jedną z cech, od których to zależy – niezbędnych w dobrym radzeniu sobie – kreatywność. Jest to umiejętność odstępowania od utartych schematów, nawyków, często wręcz ich przełamywania – takiego na siłę „płynięcia pod prąd”. Sprzyjają jej takie z kolei nasze cechy – jak ciekawość, aktywność umysłu, otwartość na nowe: wiedzę, sytuacje, poglądy – zmiany i aktywne rewidowanie różnych prawd i założeń, z którymi się spotykamy. Najprostszym sposobem podtrzymywania w sobie kreatywności jest świadome zmieniane swoich własnych utartych schematów poprzez, ot choćby pójście do pracy któregoś dnia zupełnie inną drogą. Jak widać nie jest to łatwe – wymaga odwagi i konsekwencji, a w efekcie podjęcia odpowiedzialności za kształt naszego życia i to, co z niego „wyjdzie”. Użyłem cudzysłowu, bo często odpowiedzialność sprowadzamy do różnych „chceń” i oczekiwań. A efekt – cóż wszystko w rękach.... (niech każdy zakończy jak chce” Boga, bliskich, Losu, pogody...). Odpowiedzialność ma kilka cech, po których ją poznajemy i które dobrze widać, gdy odniesiemy ją na przykład do opieki nad dzieckiem: kompetencja (znać się na tym), całościowość (opieka pod każdym względem a nie tylko powiedzmy jego żywieniem), trwałość (ustawiczność, ciągłość - bez przerwy), świadomość – kontakt z rzeczywistością - rozeznanie w tym, nad kim sprawujemy opiekę, kim jesteśmy jako opiekunowie, jak nam idzie to, co robimy i od czego zależą efekty.
Dokładnie o to samo chodzi, gdy mowa o odpowiedzialności za własne życie. Wzmianka o odpowiedzialności prowadzi nas do konieczności rozeznania w sobie – kolejnej cechy odpowiedzialnej za stopień naszej życiowej zaradności oraz do poczucia własnej wartości – rozumianego jako adekwatna świadomość tego, kim jesteśmy i co możemy oraz - jak to o nas świadczy. Definiuję poczucie własnej wartości – bo często mylone jest ono z „pompowaniem” w sobie nierealistycznego obrazu własnego stanu i wyposażenia, a co za tym idzie zbytniej pewności siebie, zarozumialstwa, megalomanii. Efektem adekwatnego poczucia własnej wartości ma być stan, kiedy realistycznie „znam swoją wartość” i ją doceniam (na tyle, ile jest ona warta w tym momencie). Kolejnym, więc krokiem w rozwoju własnej zdolności radzenia sobie będzie stałe uczenie się – tak na własnych i cudzych doświadczeniach, jak też z książek i podręczników, ale też poprzez praktykowanie poznanych zasad, wytycznych, umiejętności. Uczenie, – czyli przyswajanie, refleksja, wyciąganie wniosków, zapamiętywanie, używanie, powtarzanie. A w ten sposób dochodzimy w końcu do umiejętności i konieczności kierowania własnym rozwojem. I tu z kolei porównanie do kierowania pojazdem: aby nim w ogóle dało się kierować najważniejsze by był w stanie nadającym się do jazdy oraz zaopatrzony w energię. W naszym życiu energia ta to i prosta siła fizyczna, sprawność, chęć do życia, ale także motywacja. Gdy stan „pojazdu” jest zadowalający można jechać, ustaliwszy przedtem cel, trasę (sposób dotarcia doi celu). Bardzo podobnie jest z kierowaniem naszym rozwojem – najpierw zadbać o wyposażenie „techniczne” i energie życiową. Jej stan rozpoznamy po ilości zapału i determinacji, jakie w sobie odnajdziemy wobec naszych dążeń. Aby nam się tak bardzo chciało niezbędne jest przeanalizowanie korzyści, doza wiary w rezultat (czy to jest dla mnie możliwe), znajomość efektywnych sposobów na to, co chcemy osiągnąć, dobre samopoczucie, pewien (mobilizujący) stopień trudności, sprzyjające reakcje otoczenia, jasny (klarowny, konkretny) cel, trochę fizycznej energii (pobudzenie) i dyscyplina. I jazda! Możemy jechać do celu życiowego – co właśnie, kiedyś na którymś etapie tej podróży rozpoznamy jako swoją skuteczność, zaradność – powód do stwierdzenia „poradziłem sobie w życiu”. Jednakże droga to wyboista – o trudnościach i błędach w kierowaniu swoją aktywnością i nieporadności – w kolejnym artykule.