Opanuj się!
Autor: Leszek A. Kapler
Ba, ale jak to zrobić? Ale dlaczego właściwie? Wygląda, że podstawowym krokiem w konstruktywnym panowaniu nad sobą jest podjęcie decyzji w tej sprawie opartej na jakimś uzasadnieniu. Niby oczywiste, a jednak nie całkiem bo doskonale widać, że mamy bardzo różne przekonania na temat zarówno konieczności panowania nad sobą, jak i zakresu tej kontroli, a także obszarów większego przyzwalania lub większej powściągliwości. Przejawia się to na przykład w nadawaniu wartości powstrzymywaniu się od wszystkiego – nawet od świadomości swoich stanów, aż do „spontanicznej” i „naturalnej” swobody manifestującej się choćby niepohamowanym wyrażaniem wszystkiego „co ślina na język przyniesie”. Myślę, ze ważny problem tkwi we właściwym rozumieniu tego tytułowego postulatu. Dla bardzo wielu osób ów postulat przyswojony wraz z pierwszymi rodzicielskimi - nie zawsze słusznymi - zakazami oznacza wyparcie wszystkiego na co się ma ochotę, bo złe, przeszkadzające, czyniące bałagan i siejące domowi niepokój. Oznacza to wyrzeczenie się słusznych pragnień, dążeń, pomysłów, odruchów, w tym także sprzeciwów i oporu a zastąpienie ich „grzecznym” postępowaniem, całkowicie zgodnym z cudzymi oczekiwaniami i im podporządkowany. Taki model panowania nad sobą budzi oczywisty sprzeciw i bunt, a co za tym idzie także chęć „nieopanowanego” dawania upustu wszystkiemu co podszeptują zmieniające się w nas stany emocjonalne. I tak panowanie staje się wrogiem a nieposkromiona wolność jest postrzegana jak świętość. Trudno byłoby przekonać kogoś kto ma takie dziecięce doświadczenia do większego panowania nad sobą bo wzdrygnie się ze złością i obrzydzeniem. Podobny model panowania wypierającego wszystkie odruchy może być oparty na pewnych stereotypach: siły, męskości, interesującej tajemniczości, idei ascetycznej powściągliwości - wręcz świętości. Natomiast brak jakiegokolwiek pohamowania może być oparty na wyobrażeniach o prawdziwej: wolności, naturalności, spontaniczności. Co więc mamy mieć na myśli apelując o większe opanowanie? Najlepiej wyraża to określenie “kierowanie”, tak jak panować nad własnym pojazdem oznacza po prostu być sprawnym jego kierowca. Panować więc to nie „powstrzymywać” ale świadomie „kierować” czymś, czyli korzystać z tego zgodnie z zamierzeniami i wyznaczonymi celami. Czasem więc owo “opanuj” będzie musiało oznaczać więcej powściągliwości ale czasem więcej determinacji. A w czym? Przede wszystkim w kierowaniu swoimi myślami, wyrażanymi emocjami, podejmowanymi działaniami. Zachęta do większego panowania to nie tyle naciskanie hamulca ale głęboki namysł i refleksja nad tym, co się z nami dzieje i skutkami naszych poczynań. A co przyda nam się jako narzędzia i sposoby takiego panowania? Zasadniczym będzie oczywiście myślenie – zastanawianie, refleksja, rozważanie, porównywanie, przypominanie sobie, planowanie. Nie ma panowania więc bez kierowania naszą uwagą i świadomością, jak światłem latarki świadomie kierujemy na WAŻNE obiekty po to by je właśnie dobrze zobaczyć. Kolejnym narzędziem kierowania sobą są wydobyte dzięki skupionej na nich świadomości - nasze doświadczenia – przeżycia, sytuacje, a zwłaszcza ich skutki, ale także doświadczenia innych ludzi.”Opanuj się” więc to także „skorzystaj z doświadczeń” - pomyśl o tym co Cię spotkało i w związku z tym także ponownie może się zdarzyć. Dalej - zauważmy takie narzędzie jakim jest nasze samopoczucie. „Panuj” - to patrz jak się czujesz z tym co robisz – czy dobrze służy to Twojemu stanowi emocjonalnemu. Także „panuj” - to „patrz czego naprawdę pragniesz, potrzebujesz” i na to zwróć baczną uwagę, a zwłaszcza, czy to na co sobie pozwalasz do tego właśnie Cię zaprowadzi, czy raczej oddali. I w końcu „panuj” - to patrz jak reaguje Twoje otoczenie – słuchaj innych, zwłaszcza przyjaciół i bliskich bo oni w poczuciu Twojego dobra i życzliwości zwrócą Ci uwagę na zagrożenia, udzielą wskazówek, podzielą się doświadczeniem, wesprą skutecznie dzięki bardziej niż Twoja bezstronnej i całościowej perspektywie, z jakiej widzą Ciebie, Twoje dążenia i interesy. I dzięki tak rozumianemu własnemu opanowaniu osiągniesz więcej, unikniesz katastrof, zaoszczędzisz energię, w porę zawrócisz ze zlej drogi. Czyż nie jest to zachęcająca wersja panowania nad sobą? Czyż to właśnie ona nie pachnie prawdziwą wolnością rozumianą jako pełna wewnętrzna zgodność i skuteczność? Czy opłaca się jej przeciwstawić w poczuciu nieskrępowanego przyzwalania i w ten sposób przeżywania wprawdzie incydentalnych przyjemności, ale też ryzykowania galopadą na ciągłe manowce i rozbijania o kolejne słusznie przez świat postawione granice. Niestety na koniec taka prawda – jeśli sami się nie opanujemy to ŚWIAT NAS KIEDYŚ BOLEŚNIE POWŚCIĄGNIE! „Opanuj się” więc póki pora w swoim dobrze pojętym interesie!